W podobnym tempie minęły Ewie kolejne lekcje. Wychodząc ze szkoły nie skierowała się wprost do ośrodka. Miała ochotę poszwendać się wśród nowych miejsc. Październikowy chłód nie doskwierał zbyt mocno, a i na wiatr nie mogła narzekać. Rozmyślała nad minionym czasem – czymś, czego już nie odzyska. W jednej sekundzie poczuła oczy zachodzące mgłą i ciepło spływające strużkami na policzki. Czuła się bezsilna wobec tego, co ją spotyka. Szybkim ruchem rękawa kurtki starła łzy i w nagłym przypływie gniewu kopnęła w najbliższy kosz śmieci.

- Ej. Spokojniej – nie musiała się odwracać, by poznać głos Rozalii. – Masz czas, czy pędzisz na chatę?

- Nie wiem, nie czytałam regula.. – Ewa widząc zdziwienie na twarzy koleżanki szybko zrozumiała swój błąd.

- Jaki regulamin?

- Rozalia, daj sobie po prostu spokój. Nie jestem najlepszą partią na koleżankę.

- Dobra, nie pytam, ale mogę cię chociaż odprowadzić?

- Dlaczego to robisz? – Ewa czuła się coraz gorzej. Nie chciała kłamać, ale bała się reakcji na prawdę.

- Co?

- To wszystko, inni przeszli obojętnie nad nową koleżanką, a ty..

- Po prostu chciałam być miła, to chyba nie jest zabronione.

- Dobra, przepraszam. Nie ma, co ukrywać, pewnie i tak się dowiesz. Jestem sierotą.

- Wiem, jutro poznasz wychowawcę, miły gość, kazał być uprzejmym i nie robić afery. Z racji tego, że nasza klasa to przede wszystkim zakuwacze, nie przejęli się tobą.

- Daleko mieszkasz?

- Jedna przesiadka autobusem, po południu wracam pieszo.

- Nie lubisz swojej rodziny?

- Są w porządku, znaczy.. chyba już nie potrafimy się dogadać, te ciągłe pretensje i wymagania. Oni sami  nieświadomie to wszystko niszczą. Szkoda sobie tym teraz zaprzątać głowę, idziemy na pizzę?

- Może kiedy indziej. Nie mam kasy.

- To nie problem, zapraszam – widząc wahanie na twarzy Ewy, Rozalia dodała: – No, nie każ się prosić.

- Dobra.

- Nie chcę być wścibska, ale powiesz chociaż dlaczego Ewa? – Rozalia postanowiła kontynuować rozmowę, gdy wychodziły najedzone.

- Nie wiem, to imię jakby było w mojej głowie i tylko czekało aż je wypowiem. Pierwsza okazja nadarzyła się, gdy piguła powiedziała jak się nazywam.

- Może twój mózg to zarejestrował podczas komy. Z resztą, po co się tym martwić? Chodź, pokażę ci park. Jeszcze kilka lat temu nie było tu tego betonu. Większość tamtych drzew wycieli sadząc raptem kilkanaście nowych. Staw powiększyli, wpuścili rybki i pozornie wszyscy szczęśliwi. Z resztą, to teraz nieistotne. Umiesz puszczać kaczki na wodzie?

- Nie – Ewa nie była pewna, o co chodzi Rozalii, ale chciała jej zaufać. – Nauczysz mnie?

- Lipa, też tego nie ogarniam. Ojciec kiedyś mnie uczył, ale jedyne, co zrobiłam to połamałam skrzydło małemu łabędziowi. Nie patrz tak już, miałam 9 lat.

- Co z nim zrobiliście?

- Do weterynarza, ojciec obciął mi z kieszonkowego i nie pojechałam na biwak klasowy.

- Która godzina?

- 16.40. Odprowadzę cię, bo jeszcze się zgubisz.

- Dobra, a w którą stronę?

- Przejdziemy przez park, a potem za tamtą furtką w prawo. Jak w ogóle trafiłaś do szkoły?

- Koleżanki dały mi mapę – Ewa zarumieniła się pod wpływem głośnego śmiechu Rozalii, na który przechodnie reagowali srogimi spojrzeniami.

- Daj to – Rozalia zabrała mapę, wyjęła marker i zaznaczyła kilka punktów, po czym szybko ją złożyła. – Jak będziesz miała czas, przetestuję twoją orientację w terenie. Teraz wracamy.

 

 

10

Idąc do szkoły, Ewa błądziła myślami, Poranna reprymenda nie wpłynęła pozytywnie na dziewczynę. Była przygnębiona, ale nie chciała gniewać się na koleżanki. Próbowała tłumaczyć ich zachowanie, najwidoczniej bezskutecznie, bo o ile jej darowano karę, tak one dostały dyżur w kuchni przy zlewozmywaku.

Do tych rozterek dochodziła niepewność o losy w nowej szkole. Ciekawskie spojrzenia? Domysły? Plotki? Nie czuła się gotową stanąć przed tyloma obcymi twarzami, ale wiedziała, że nie zdobędzie się na wagary tuż po tym, jak ledwo wywinęła się od przykrych konsekwencji. Nie zamierzała wymyślać o przeszłości, takowe pytania pozostawi bez odpowiedzi. Może nie jest to najlepsze rozwiązanie na nawiązanie znajomości, ale nie miała ochoty na wgłębianie się w szczegóły o sobie, a tym bardziej tworzenie zmyślonych historyjek.

Trzymać się prawdy – jedyna myśl krążąca w jej głowie, gdy ujrzała budynek szkoły – niską, rozległą budowlę, którą Ewa oceniła na najwyżej trzy piętrową. Przy płocie stała grupka uczniów. Minęła ich szybkim krokiem licząc na zerowe zainteresowanie. Miała odnaleźć gabinet sekretariatu, więc wchodząc zwolniła nieco klucząc między tarasującymi przejście skupiskami ludzi. Unikała patrzenia w oczy i rozglądając się ukradkiem tablicę z ogłoszeniami, przy której stała tylko jedną osobę. Z nadzieją skierowała się w tamtą stronę.

- Nowa? – padło pytanie z ust nieznajomej.

- Aż tak widać? – odpowiedziała pytaniem.

- Nie inaczej, biorąc pod uwagę, że gdybyś była prawdziwym samotnikiem nie rozglądałabyś się z cichym lękiem. Rozalia – wyciągnęła rękę w stronę Ewy.

- Ewa. Jak trafię do…

- Korytarzem prosto, drugi gabinet po lewej – w tym momencie umknęła w falę tłumu razem z dźwiękiem dzwonka.

- To by było na tyle.. – Ewa mruknęła do siebie próbując przedostać się w stronę sekretariatu poprzez tłok.

 

 

 

- Dzień dobry – niepewnym głosem odezwała się Ewa do pań siedzących za biurkami. Trzy sekretarki w średnim wieku, każda w wełnianym sweterku i koku na głowie, więc nie była pewna, do której powinna się zwrócić.

- Dzień dobry! – odezwała się z pozoru najstarsza. – O co chodzi?

- Jestem nowa i miałam się zgłosić.

- Owszem, tutaj masz plan lekcji z zaznaczonymi numerami sal oraz piętrami, na drugiej stronie rozkład zajęć fakultatywnych. Po dostarczeniu zdjęć otrzymasz legitymację – widząc, że kobieta powiedziała to, co zamierzała i przeszła do innych obowiązków, Ewa wycofała się szybko mrucząc coś na kształt pożegnania.

Puste korytarze potwierdziły jej obawy, będzie musiała wejść do obcej klasy w czasie lekcji pod ostrzałem nieprzychylnych spojrzeń. Czym prędzej odnalazła swój cel na planie.

- Fizyka, pięknie.. – ostatni komentarz przed chwyceniem za klamkę i już była w środku. – Nazywam się Ew… to znaczy Anastazja Figoń – zganiła się w myślach za tę jakże niemądrą pomyłkę czując, że zalewa się rumieńcem.

- Usiądź… – nauczyciel nieznacznym ruchem głowy zlustrował klasę w poszukiwaniu wolnego miejsca. – …pod okno do Kingi – pospieszyła szybkim krokiem, najwidoczniej zbyt prędko, bo już za chwilę straciła grunt pod nogami lądując na podłodze. Właścicielowi jakże w tym momencie znienawidzonej dla niej nogi posłała tylko niemiłe spojrzenie spod zmrużonych powiek. Fizyk zajęty kreśleniem czegoś na tablicy nie zwrócił uwagi lub nie uznał za stosowne się wtrącić. Starając się nie hałasować wysunęła krzesło i zaczęła przysłuchiwać chcąc się zorientować, o czym mowa.

- Wracając do tego, co mi przerwano – tu nauczyciel spojrzał na Ewę, która poczuła, że kolejny raz pąsowieje. Poczuła wzbierającą złość, oddaliła chęć zorientowania się w temacie dyskusji i dyskretnie zaczęła błądzić wzrokiem po klasie. Spostrzegła, że już nie ma pustych krzeseł, pozostałe zajmowali głównie chłopcy. Większość w skupieniu śledziła monolog fizyka notując w pośpiechu. W tym momencie musiało paść pytanie, bo kilka rąk wystrzeliło w górę. Ewa spojrzała w stronę tablicy. Rysunek nakreślony niedbałą ręką przedstawiał dwa ciała oddziałujące na siebie siłą, której nie mogła odczytać, bo właśnie zasłonił ją wysoki blondyn. Energicznym ruchem ręki ścierał białą kredę wzniecając przy tym chmarę pyłu. Teraz zamiast kolejnych gryzmołów, biała kreda prowadzona przez szczupłą dłoń zostawiała ślady niemalże kaligraficznego pisma. Dziewczyna musiała mimowolnie zbłądzić myślami, bo straciła poczucie czasu i gdy rozległ się dzwonek od razu spostrzegła, iż nikt nie ruszył do wyjścia, każdy notował z tablicy, oczywiście każdy wyjmując z tego zbioru Ewę.

- Do domu zadania z ćwiczeń, Figoń do mnie – spakowała się prędko, ale zmierzając w stronę biurka nauczyciela tym razem spoglądała pod nogi.

- Za tydzień napiszesz test sprawdzający twoją wiedzę, za dwa razem z klasą pracę klasową z obecnego działu. Do widzenia! -  wyminął ją zabierając swoją torbę i kubek z niedopitą kawą, po czym ruszył do drzwi. Ewa wkroczyła na korytarz między kolejnych uczniów. Dopchała się do łazienki i zamknęła w wolnej kabinie. Wolała przeczekać tutaj przerwę, ale kolejne głosy informowały o rosnącej kolejce. Spuściła wodę, odczekała moment, następnie skierowała się w stronę umywalek. Szybko namydliła ręce, opłukała, wysuszyła i już była na zewnątrz wolno kierując się na następną lekcję. Przystanęła przy ścianie, w pewnym oddaleniu od swojej klasy.

- Hej! – znajomy głos, podniosła głowę i ujrzała Rozalię. – Mówiłaś, że jesteś Ewa, a nie Anastazja.

- Skąd wiesz?

- Siedzisz ławkę przede mną – widząc zmieszanie na twarzy koleżanki dodała – Nie chcesz to nie mów, nie umrę. Ogarniasz krzyżówki genetyczne?

- Chyba tak

- Kartkówka, biologica pewnie ci nie odpuści. A jak tam fiza? Jestem dobra w te klocki, jak coś mów – Rozalia nie czekając na odpowiedź oddaliła się szybkim krokiem. Teraz dopiero Ewa pozwoliła sobie na wysunięcie wniosków po dokładniejszym, aczkolwiek ukradkowym zlustrowaniu nowej koleżanki. Chociażby blada twarz udekorowana sporą ilością kredki do oczu i przysłonięta gęstą grzywką mogła odstraszyć potencjalnych chętnych do rozmowy. Jednakże przy bliższym poznaniu ta sama twarz skłonna była do sympatycznego uśmiechu. Kierując wzrok w dół obserwator ujrzałby szczupłą, ale nie kościstą sylwetkę, na której dostrzec można czarny sweterek, ciemne spodnie i znoszone trampki.

Chwilę później rozległ się dźwięk dzwonka, rozpraszając Ewę. Widząc, że wszyscy już skierowali się w stronę sali, podążyła wolnym krokiem za nimi. Tym razem dostrzegła pojedyncze ławki, postała chwilę przy tablicy z jakimiś ulotkami, dyskretnie wypatrując za wolnym miejscem. Ku jej uciesze zostało tylko miejsce w ostatnim krańcu, po przekątnej od biurka nauczyciela. Usiadła moment przed wejściem nauczycielki, która weszła z impetem i nie zwracając uwagi na donośne trzaśnięcie drzwiami.

- Kartki na stół – po czym stukając obcasami biologica rozdawała stos testów wyjętych z torebki tkwiącej już na jej krześle.

9 – popoł.

…tyle faktów, pozostałość to niewiadome – powiedziała Ewa kończąc mówić o swoim życiu. Czuła się skrępowana ciekawymi spojrzeniami dziewczyn, ale z każdym kolejnym słowem starała się to coraz bardziej ignorować. Siedziała na łóżku pod oknem, gdy dziewczyny dopomniały się o pewne wyjaśnienia wczorajszej sytuacji na stołówce.

- Niezłe bagno za tobą – skwitowała Renata. Sama miała pewne sprawy za uszami, których nie pozbyła się z pamięci i nie była przekonana, aby wtajemniczanie w to nowej koleżanki było konieczne.

- Która godzina? – spytała Justyna.

- 16. – Renia zobaczyła chytry uśmieszek koleżanki. – Cóżeś już wymyśliła? Chyba nie zamierzasz mieszać między nimi?

- Na głowę upadłaś? – Justyna w szybkim tempie zerwała się z łóżka. – Ewa wstawaj!

- O co ci chodzi? – adresatka polecenia wstała z niepewną miną. Zobaczyła na sobie uważne spojrzenia obu dziewczyn, które nie były zbyt pochlebne.

- Biegiem pod prysznic i bez żadnych komentarzy. Piotrek ma tutaj być przed 17, miałam nic nie mówić, ale solidarność musi być. Tu masz ręcznik, szlafrok i świeżą bieliznę. W łazience górna szafka, wybierz szampon i inne duperele – blondynka mrugnęła okiem wyganiając Ewę z pokoju. – W co ją ubieramy, Renia?

- Hm.. Eliza mówiła, że jutro załatwi jej potrzebne sprawunki, więc pożyczę jej swoje czarne rurki, na długość powinny być dobre. Masz pomysł na resztę?

- Damy jej zajrzeć do szafy to wybierze, co będzie chciała.

- Na świętą to ona nie wygląda, nie? – Justyna korzystała z nieobecności nowej. – A jak będą mieli ochotę na coś więcej?

- Nie przesadzaj, wyjdziemy z pokoju, obstawimy korytarz. Zrobią, co chcą i po sprawie.

 

 

 

- Co to za szopka? – Ewa, Renata i Justyna, już po wizycie Piotra wylądowały na dywaniku u Kamili. – Mowy wam teraz odjęło, bo rozum już dawno wyparował?

- Bo.. – wszystkie trzy na raz chciały się wytłumaczyć, po czym znowu zapadło krępujące milczenie.

- Bo to nasza wina – Renia w końcu się odezwała pod naglącym spojrzeniem pedagożki. – No nasza.. to znaczy moja i Renaty, ale..

- My chciałyśmy tylko, żeby oni mogli.. porozmawiać – Justyna się zarumieniła, a w duchu przeklinała się za wybujałą wyobraźnię. Nie byłoby tej całej dragi, gdyby one dwie nie wymyśliły, że Ewa i Piotrek mogą mieć ochotę na coś więcej niż zwykłe przytulenie. Gdy dziewczyna wróciła z łazienki przebrała się wybierając ciemny podkoszulek i luźniejszą bluzkę na wierzch. Renia i Justa zaczęły zachwycać się nad jej figurą, po czym Renata pomogła jej wysuszyć włosy. Ewa wolała zostawić je rozpuszczone, więc tak też się uczesała. Drobne manewry kosmetykami raczej by nie zaszkodziły, ale Ewa uprzejmie, acz stanowczo odmówiła. Chwilę później już usłyszały pukanie Piotra. Ewa dokonała prezentacji i dziewczyny się zmyły na korytarz pilnować terenu. Wszystko poszłoby w jak najlepszym porządku, gdyby nie to, że dzieciaki postanowiły bawić się w berka. Hałas zainteresował Kamilę, która poszła sprawdzić, co się dzieje. Jakiś dzieciak, podsłuchawszy uprzednio rozmowę dziewczyn na schodach wygadał się przed nią. Opiekunka zmroziła tylko je zmrokiem, mrucząc, iż rozliczą się później. Wpadła do pokoju Ewki mocno rozjuszona konsekwencjami ich lekkomyślności. Ku jej uldze widok, jaki miała przed oczami był jak najbardziej poprawny. Siedzieli naprzeciwko siebie zajmując jej łóżko. Kamila spurpurowiała i żeby wycofać się z godnością powiadomiła Ewę, że czeka na nią w gabinecie po wizycie Piotra.

- I dla ich rozmowy blokowałyście korytarz? Mogłyście poczekać w tym czasie w świetlicy – Kamila wiedziała, że to nie pierwszy wybryk tej dwójki. Podejrzewała również, iż Ewa nie była wtajemniczona w ich plany, dlatego postanowiła w ramach nauczki pomęczyć je w niepewności. – Jutro po śniadaniu zapraszam z powrotem, a teraz żegnam. – Renata próbowała jeszcze coś dopowiedzieć, ale pedagożka wskazała im drzwi uznając dyskusję za zakończoną. Jako nowy pracownik nie była pewna, jaką karę wyznaczyć dziewczynom, bo o puszczeniu tego płazem nie chciała nawet myśleć.

- Dla mnie sprawa jest już załatwiona i nie ma tematu – Ewa chciała jak najszybciej zakończyć tę rozmowę.
- Musisz zrozumieć, że wybór szkoły średniej jest bardzo ważną decyzją – Eliza nadal próbowała ją przekonać, ale dziewczyna nie okazywała chociażby odrobiny zainteresowania.
- Już podjęłam decyzję i nie zmienię zdania. Coś jeszcze? – uznała rozmowę zakończoną i powróciła do „Desperacji” pożyczonej od Piotra. Eliza widząc, że nic już nie wskóra wyszła z pokoju marząc o dobrej kawie i chwili spokoju.
No właśnie, Piotrek! Ciekawe, co u niego? Chciałabym, aby mnie odwiedził. Pytanie, czy się nie rozmyśli? Będąc tak zamyśloną, Ewa odcięła się od reszty świata na pozostały czas do posiłku.

- Dla mnie sprawa jest już załatwiona i nie ma tematu – Ewa chciała jak najszybciej zakończyć tę napiętą wymianę zdań podczas rozmowy z Elizą.

- Musisz zrozumieć, że wybór szkoły średniej jest bardzo ważną decyzją – Eliza nadal próbowała ją przekonać, ale dziewczyna nie okazywała chociażby odrobiny zainteresowania.

- Już podjęłam decyzję i nie zmienię zdania. Coś jeszcze? – uznała rozmowę zakończoną i powróciła do „Desperacji” pożyczonej od Piotra. Eliza widząc, że nic już nie wskóra wyszła z pokoju marząc o dobrej kawie i chwili na obmyślenie dalszego działania. No właśnie, Piotrek! Ciekawe, co u niego? Chciałabym, aby mnie odwiedził. Pytanie, czy się nie rozmyśli? Będąc tak zamyśloną, Ewa odcięła się od reszty świata na pozostały czas do posiłku nie zaglądając więcej do książki nadal tkwiącej w jej dłoni.

- Co wylosowała? – spytał Adam wchodząc do gabinetu Elizy i wskazując głową na stos kolorowych folderów.
-Wybrała mat. – fiz. w ogólniaku – opdpwiedziała kobieta, a po rozważeniu jego słów dodała. – Jak to wylosowała?
- Normalnie, zamknęła oczy i pewnie wskazała na ten profil. Nie powiedziałem ani słowa, bo nie chciałem jej spłoszyć.
- Właśnie to jej zachownie mnie martwi. Choć nie chcę jej naciskać to chciałabym móc wiedzieć, co ona ma w głowie.
- Szybki skan i wszystko wiesz? – Tomek się uśmiechnął. – Muszę iść. Wpadłem tylko po drodze z dokumentami.
- Cześć – gdy tylko zamknęły się zanim drzwi Eliza zaczęła analizować zachowanie Ewy. Doszła do wniosku, że powinna z tą dziewczyną porozmawiać jak przyjdzie spóźniona Kamila – jej nowa współpracownica.

- Co wylosowała? – spytał Adam wchodząc do gabinetu Elizy i wskazując głową na stos kolorowych folderów.

-Wybrała mat. – fiz. w ogólniaku – odpowiedziała kobieta, a po rozważeniu jego słów dodała. – Jak to wylosowała?

- Normalnie, zamknęła oczy i pewnie wskazała na ten profil. Nie powiedziałem ani słowa, bo nie chciałem jej spłoszyć.

- Właśnie to jej zachowanie mnie martwi. Choć nie chcę jej naciskać to chciałabym móc wiedzieć, co ona ma w głowie.

- Szybki skan i wszystko wiesz? – Tomek się uśmiechnął. – Muszę iść. Wpadłem tylko po drodze z dokumentami.

- Cześć – gdy tylko zamknęły się zanim drzwi Eliza zaczęła analizować zachowanie Ewy. Doszła do wniosku, że powinna z tą dziewczyną porozmawiać jak przyjdzie spóźniona Kamila – jej nowa współpracownica.

9

Niedziela. Po śniadaniu i porannej modlitwie, którą ograniczyła do niemego czekania na możliwość wyjścia w kaplicy. Nie czuła się z tym najlepiej, ale nie miała ochoty na nic innego. Może dlatego, że nie wiedziała czym to miało by się objawiać. Potem dostała foldery szkół średnich. Od poniedziałku miała zacząć regularną naukę w jednej z nich. Niby nic trudnego, ale jednak. Jak się dowiedziała, jej średnia na koniec gimnazjum wynosiła 5,1, dodatkowo miała wysokie punkty za egzaminy. Postanowiła zabawić się w loterię, zamknęła oczy i sięgnęła po jedną z ulotek. Kształtem wszystkie były bardzo podobne do siebie, więc przystąpiła do wskazania kierunku w przypadkowym folderze. Otworzyła oczy. Ogólniak, ale palec zatrzymał się w równej odległości od dwóch różnych profili. Zdecydowała się nie zaprzątać tym sobie głowy, a decyzję o profilu pozostawić na później, Widząc, że ogólna dezorganizacja skierowana jest wokół młodszych dzieci umknęła do łazienki. Rozczarowała się myśląc, że będzie tu sama. Przy umywalce stała drobna, rudowłosa dziewczyna ubrana w czarny dres.
- Pospiesz się, bo nie zdążysz do kościoła – nie przedstawiając się upomniała Ewę.
- A ty?
- Dla mnie nie ma boga. Jestem zlepkiem pierwiastków na drodze ewolucji – nieznajoma odłożyła szczotkę i w końcu spojrzała na nią. – Blanka, jeśli się ze mną zgadzasz zagadaj do Elizy.
- Zastanowię się – Ewa zdziwiła się z jakim lekceważeniem Blanka podchodziła do tego. – Dlaczego?
- Dlaczego zrezygnowałam? Usiądź – wskazała ręką na stołek. – Od 13 lat każde święta spędzam tutaj. Dla mnie nie ma wolności..
- Ale przecież możecie stąd wychodzić? – wtrąciła Ewa.
- Pozornie.

Niedziela. Po śniadaniu, poranna modlitwa, którą ograniczyła do niemego czekania na możliwość wyjścia z kaplicy. Nie czuła się z tym najlepiej, ale nie miała ochoty na nic innego. Może dlatego, że nie wiedziała czym to miało by się objawiać. Potem dostała foldery szkół średnich. Od poniedziałku miała zacząć regularną naukę w jednej z nich. Niby nic trudnego, ale jednak. Jak się dowiedziała, jej średnia na koniec gimnazjum wynosiła 5,1, dodatkowo miała wysokie punkty za egzaminy. Postanowiła zabawić się w loterię, zamknęła oczy i sięgnęła po jedną z ulotek. Kształtem wszystkie były bardzo podobne do siebie, więc przystąpiła do wskazania kierunku w przypadkowym folderze. Otworzyła oczy. Ogólniak, ale palec zatrzymał się w równej odległości od dwóch różnych profili. Zdecydowała się nie zaprzątać tym sobie głowy, a decyzję o profilu pozostawić na później, Widząc, że ogólna dezorganizacja skierowana jest wokół młodszych dzieci umknęła do łazienki. Rozczarowała się myśląc, że będzie tu sama. Przy umywalce stała drobna, rudowłosa dziewczyna ubrana w czarny dres

.- Pospiesz się, bo nie zdążysz do kościoła – nie przedstawiając się upomniała Ewę.

- A ty?

- Dla mnie nie ma boga. Jestem zlepkiem pierwiastków na drodze ewolucji – nieznajoma odłożyła szczotkę i w końcu spojrzała na nią. – Blanka, jeśli się ze mną zgadzasz zagadaj do Elizy.

- Zastanowię się – Ewa zdziwiła się z jakim lekceważeniem Blanka podchodziła do tego. – Dlaczego?

- Dlaczego zrezygnowałam? Usiądź – wskazała ręką na stołek. – Od 13 lat każde święta spędzam tutaj. Dla mnie nie ma wolności..

- Ale przecież możecie stąd wychodzić? – wtrąciła Ewa.

- Mam być wdzięczna i padać na kolana za te pozory normalności? – Blanka widząc, że nie doczeka się odpowiedzi wyminęła Ewa zmierzając ku drzwiom, mrucząc przy tym do siebie.

Nie mogąc zasnąć rozmyślała o dzisiejszym dniu. Jej obawy wobec tego ośrodka raczej okazały się niesłuszne, a Ewa nie czuła się wyobcowana wśród tylu nowych twarzy. Wspomnieniami powróciła do sytuacji, gdy znowu zobaczyła Adama.
Po obiedzie miała zgłosić się do gabinetu Elizy. – Jak widzisz, jest to mój gabinecik i jeszcze czterech wychowawców – pedagog rozglądała się po gabinecie. – Poza tym jest dyrektor placówki, pracownicy administracyjni i panie kucharki. Tu masz folder z najważniejszymi informacjami i rozkładem dnia. W ośrodku znajduje się 20 dzieci od 5 lat wzwyż – Eliza podała Ewie kolorowe ulotki. – Teraz masz czas do swojej dyspozycji, więc dobrze byłoby gdybyś udała się do pokoju rozpakować swoje rzeczy. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, napisz mi na kartce i wrzuć do skrzynki przed gabinetem. – Ewa wyszła bez słowa z myślą o przeanalizowaniu rozkładu zajęć. Wtedy zobaczyła Adama.
Kiedy wszedł dzieciaki otoczyły go wianuszkem jak Elizę, a troszkę starszym chłopakom podał żółwika na powitanie.  Potem wyśledził wpatrzone w niego oczy Ewy i dziewczyna zobaczyła w jego spojrzeniu mieszankę zawodu oraz niechęci do jej osoby. Nie mogąc wytrzymać tego spojrzenia wstała ze schodów, na których wcześniej przysiadła i przemierzając po dwa stopnie w szybkim tempie znalazła się w swoim pokoju. Nie dostrzegła dwóch koleżanek, więc opadła resztkami sił na pościelone łóżko. Czuła tylko paniczne bicie serce i skapujące na mokrą już poduszkę gorące łzy. Uczucie bezsilności wraz z wieloma niewiadomymi z jej przeszłości odbierały ochotę na cokolwiek. Niestety potem było już tylko gorzej.
Najpierw przybiegł mały Tomek mówiąc o zebraniu, które odbędzie się za 5 minut w świetlicy. Gdy zobaczył, że Ewa płacze pobiegł do Elizy wołając już od progu jej gabinetu, dzięki czemu po chwili wszyscy o tym wiedzieli. W tym czasie Ewa szybko wytarła oczy, wydmuchała nos, po czym zakryła mokrą plamę na poduszce. Niestety oczy nadal były czerwone i lekko napuchnięte. Eliza weszła mówiąc, że chciałaby porozmawiać, ale dziewczyna milczała. Po 15 minutach na górę przyszedł Adam. Ewa odwróciła wzrok. Nie mogła wyjść z pokoju, bo on stał w drzwiach, a chciała móc na niego nie patrzeć.
- Co się dzieje? – spytała Eliza przerywając ciszę. Ewa nie odpowiedziała. Poczuła nagle jak bardzo zaschło jej w gardle. Znowu powróciło uczucie silnego kołatania serca i miała wrażenie jakby ten narząd próbował  odpowiedziec za nią.
- Chcesz zostać sama? – zadała kolejne pytanie. Dziewczyna przytaknęła, tylko tyle była w stanie zrobić. Jej umysł był jak otumaniony. Po tym jak zamknęły się drzwi z powrotem położyła się na łóżku nie pamiętając momentu, w którym zasnęła.
Leżąc teraz w kompletnej ciemości, czuła niezwykłą pewnośc siebie i gdyby on był na dole, poszłaby do niego z tysiącem dręczących ją pytań. Nie mogła tego zrobić, więc wpadła na inny pomysł. Podłączyła małą lampkę z biurka przy łóżku i aby nie budzić koleżanek wsunęła ją pod kołdrę. Znalazła też jakiś pusty notatnik i ołówek. Po tym jak ustawiła się w dogodnej pozycji pod okryciem zaczęła pisać.
Kradnąc sny okrywasz mnie dreszczami
Pod spojrzeniem ukrywasz zagadkę…
Wyjaw mą przeszłość
Proszę myślami
Zabierasz uśmiech
Mięknę zginając się w kolanie
Gdy chcę uciec podmieniasz mapy
Upadam w słone łzy
Tracę grunt, mylę stopy
To moje dzieło, choć to ty jesteś ten zły
W złości wywołanej bezradnością Ewa zmjęła i wyrzuciła kartkę do kosza. Postanowiła prześledzić w końcu harmonogram:
poniedziałek – piątek
6.30 – pobudka, toaleta poranna, ścielenie łóżek
7.00 – śniadanie
7.20 – modlitwa poranna w kaplicy
7.30 – wyjście do szkoły zgodnie z planem zajęć
15.00 – obiad
15.30 – podwieczorek
15.45-17.00 – nauka własna
17.30-18.30 – zajęcia ukierunkowane w grupie lub zajęcia dowolne
18.30 – kolacja
19.00 – modlitwa wieczorna w kaplicy
19.00-20.00 – dyżury
20.00-21.00 – czas wolny
21.00-22.00 – toaleta wieczorna, przygotowanie do snu
22.00- cisza nocna
niedziele i święta
8.30 – pobudka, toaleta poranna, ścielenie łóżek
9.00 – modlitwa poranna w kaplicy
9.30 – śniadanie
9.30-10.00 – przygotowanie przed wyjściem do Kościoła
10.00-12.00 – udział we Mszy św.
12.00-12.30 – czas wolny
12.30 – obiad
13.00-16.00 – czas wolny, spotkania z przyjaciółmi i rodziną, zajęcia własne
15.30 – podwieczorek
16.00-18.00 – zajęcia ukierunkowane w grupie lub indywidualne
18.00-18.30 – kolacja
19.00 – modlitwa wieczorna w kaplicy
18.30-21.00 – czas wolny, zajęcia oparte na aktywności własnej dzieci
21.00-22.00 – toaleta wieczorna, przygotowanie do snu
22.00 – cisza nocna.
Informacje o kadrze uznała za nieistotne. Odłożyła kartki, zgasiła lampkę i okryła się kołdrą starając się zasnąć bez dalszych rozmyślań.

Nie mogąc zasnąć rozmyślała o dzisiejszym dniu. Jej obawy wobec tego ośrodka raczej okazały się niesłuszne, a Ewa nie czuła się wyobcowana wśród tylu nowych twarzy. Wspomnieniami powróciła do sytuacji, gdy znowu zobaczyła Adama.

Po obiedzie miała zgłosić się do gabinetu Elizy. - Jak widzisz, jest to mój gabinecik i jeszcze czterech wychowawców – pedagog rozglądała się po gabinecie. – Poza tym jest dyrektor placówki, pracownicy administracyjni i panie kucharki. Tu masz folder z najważniejszymi informacjami i rozkładem dnia. W ośrodku znajduje się 20 dzieci od 5 lat wzwyż – Eliza podała Ewie kolorowe ulotki. – Teraz masz czas do swojej dyspozycji, więc dobrze byłoby gdybyś udała się do pokoju rozpakować swoje rzeczy. Jeśli będziesz czegoś potrzebowała, napisz mi na kartce i wrzuć do skrzynki przed gabinetem. – Ewa wyszła bez słowa z myślą o przeanalizowaniu rozkładu zajęć. Wtedy zobaczyła Adama.

Kiedy wszedł dzieciaki otoczyły go wianuszkiem jak Elizę, a troszkę starszym chłopakom podał żółwika na powitanie.  Potem wyśledził wpatrzone w niego oczy Ewy i dziewczyna zobaczyła w jego spojrzeniu mieszankę zawodu oraz niechęci do jej osoby. Nie mogąc wytrzymać tego spojrzenia wstała ze schodów, na których wcześniej przysiadła i przemierzając po dwa stopnie w szybkim tempie znalazła się w swoim pokoju. Nie dostrzegła dwóch koleżanek, więc opadła resztkami sił na pościelone łóżko. Czuła tylko paniczne bicie serce i skapujące na mokrą już poduszkę gorące łzy. Uczucie bezsilności wraz z wieloma niewiadomymi z jej przeszłości odbierały ochotę na cokolwiek. Niestety potem było już tylko gorzej.

Najpierw przybiegł mały Tomek mówiąc o zebraniu, które odbędzie się za 5 minut w świetlicy. Gdy zobaczył, że Ewa płacze pobiegł do Elizy wołając już od progu jej gabinetu, dzięki czemu po chwili wszyscy o tym wiedzieli. W tym czasie Ewa szybko wytarła oczy, wydmuchała nos, po czym zakryła mokrą plamę na poduszce. Niestety oczy nadal były czerwone i lekko napuchnięte. Eliza weszła mówiąc, że chciałaby porozmawiać, ale dziewczyna milczała. Po 15 minutach na górę przyszedł Adam. Ewa odwróciła wzrok. Nie mogła wyjść z pokoju, bo on stał w drzwiach, a chciała móc na niego nie patrzeć.

- Co się dzieje? – spytała Eliza przerywając ciszę. Ewa nie odpowiedziała. Poczuła nagle jak bardzo zaschło jej w gardle. Znowu powróciło uczucie silnego kołatania serca i miała wrażenie jakby ten narząd próbował odpowiedzieć za nią. - Chcesz zostać sama? – zadała kolejne pytanie. Dziewczyna przytaknęła, tylko tyle była w stanie zrobić. Jej umysł był jak otumaniony. Po tym jak zamknęły się drzwi z powrotem położyła się na łóżku nie pamiętając momentu, w którym zasnęła. Leżąc teraz w kompletnej ciemności, czuła niezwykłą pewność siebie i gdyby on był na dole, poszłaby do niego z tysiącem dręczących ją pytań. Nie mogła tego zrobić, więc wpadła na inny pomysł. Podłączyła małą lampkę z biurka przy łóżku i aby nie budzić koleżanek wsunęła ją pod kołdrę. Znalazła też jakiś pusty notatnik i ołówek. Po tym jak ustawiła się w dogodnej pozycji pod okryciem zaczęła pisać.

Kradnąc sny okrywasz mnie dreszczami

Pod spojrzeniem ukrywasz zagadkę…

Wyjaw mą przeszłość

Proszę myślami

Zabierasz uśmiech Mięknę zginając się w kolanie

Gdy chcę uciec podmieniasz mapy

Upadam w słone łzy

Tracę grunt, mylę stopy

To moje dzieło, choć to ty jesteś ten zły

W złości wywołanej bezradnością Ewa zmięła i wyrzuciła kartkę do kosza. Postanowiła prześledzić w końcu harmonogram:

poniedziałek – piątek
6.30 – pobudka, toaleta poranna, ścielenie łóżek

7.00 – śniadanie

7.20 – modlitwa poranna w kaplicy

7.30 – wyjście do szkoły zgodnie z planem zajęć

15.00 – obiad

15.30 – podwieczorek

15.45-17.00 – nauka własna

17.30-18.30 – zajęcia ukierunkowane w grupie lub zajęcia dowolne

18.30 – kolacja

19.00 – modlitwa wieczorna w kaplicy

19.00-20.00 – dyżury

20.00-21.00 – czas wolny

21.00-22.00 – toaleta wieczorna, przygotowanie do snu

22.00- cisza nocna

niedziele i święta
8.30 – pobudka, toaleta poranna, ścielenie łóże

k9.00 – modlitwa poranna w kaplicy

9.30 – śniadanie

9.30-10.00 – przygotowanie przed wyjściem do Kościoła

10.00-12.00 – udział we Mszy św.12.00-12.30 – czas wolny

12.30 – obiad

13.00-16.00 – czas wolny, spotkania z przyjaciółmi i rodziną, zajęcia własne

15.30 – podwieczorek

16.00-18.00 – zajęcia ukierunkowane w grupie lub indywidualne

18.00-18.30 – kolacja

19.00 – modlitwa wieczorna w kaplicy

18.30-21.00 – czas wolny, zajęcia oparte na aktywności własnej dzieci

21.00-22.00 – toaleta wieczorna, przygotowanie do snu

22.00 – cisza nocna.

Informacje o kadrze uznała za nieistotne. Odłożyła kartki, zgasiła lampkę i okryła się kołdrą starając się zasnąć bez dalszych rozmyślań.

obiad

Schody z walizką u boku zaliczone, czas na spotkanie z lokatorkami – pomyślała Ewa otwierając drzwi. Szybkim spojrzeniem omiotła wzrokiem cały pokój. Naprzeciwko niej łóżko pod oknem czekało na nią z czystą pościeloną złożoną w kostkę. Po lewej stronie nad biurkiem wisiał regał z książkami, a obok niego stały dwa pościelone łóżka. Przy naprzeciwległej ścianie stały dębowe szafki, a obok okrągły stolik z trzema krzesłami. Dwa z nich zajęte były przez rozmawiające dziewczyny.  Całości dopełniały ściany pomalowane na przyjemny dla oka brzoskwiniowy kolor.
- Cześć, jestem Ewa – obie przerwały pogaduszki, wstały i podeszły, aby się przywitać.
-  Justyna – niska blondynka wypowiedziała swoje imię, po czym przeszła do głośnego i kłopotliwego dla Ewy śmiechu.
- Jestem Renata – rzekła druga dziewczyna, która była wyższa i miała krótko przycięte brązowe włosy. – Nie przejmuj się Justyną, masz po prostu minę jakbyś wpadła na tajną naradę zielonych ufoludków – powiedziała, po czym zwróciła się do Justyny z powstrzymywanym śmiechem. – Uspokój się , bo nam koleżankę peszysz.
- Dobra – dziewczyna próbowała złapać oddech, wycierając łzy z oczu. – Będziesz spała pod oknem, a toaletę mamy na tym piętrze w prawo za schodami.
- Dzięki za info – Ewa usiadła na łóżku czując się jakby przeszkadzała lokatorkom. Na szczęście jej ponure myśli rozwiał dzwonek.
- Czas na obiad! Pewnie jesteś głodna po tym okropnym jedzeniu w szpitalu? – spytała Renata.
-  Na szczęście jakoś to przeżyłam – odpowiedziała Ewa, po czym w trójkę udały się na stołówkę na parterze.
Na pierwszy rzut oka stołówka wyglądała na tumult ludzi walczących o wolne miejsca. na szczęście nie czuła się całkiem wyobcowana. Podążając za lokatorkami z pokoju trafiła do stolika pod tablicą z jadłospisem.
- Przy posiłkach jesteśmy podzieleni na grupy ze względu na wiek i płeć – niemalże krzyknęła Renata, aby Ewa mogła ją usłyszeć w ogólnym chaosie. – Normalnie jest tu duży spokój, ale dzieciaki podniecają się na myśl o wypadzie do kina. Swoją radość oczywiście okazują w sposób dość nieprzyjemny dla otoczenia, chociaż im samym nie bardzo to przeszkadza.
- Ogórkowa na pierwsze i naleśniki z twarogiem na drugie – Justyna poinformowała koleżanki. – Lubisz Ewa?
- Nie wiem – na pytające spojrzenia dodała – Później wam wyjaśnię.

Schody z walizką u boku zaliczone, czas na spotkanie z lokatorkami – pomyślała Ewa otwierając drzwi. Szybkim spojrzeniem omiotła wzrokiem cały pokój. Naprzeciwko niej łóżko pod oknem czekało na nią z czystą pościeloną złożoną w kostkę. Po lewej stronie nad biurkiem wisiał regał z książkami, a obok niego stały dwa pościelone łóżka. Przy naprzeciwległej ścianie stały dębowe szafki, a obok okrągły stolik z trzema krzesłami. Dwa z nich zajęte były przez rozmawiające dziewczyny. Całości dopełniały ściany pomalowane na przyjemny dla oka brzoskwiniowy kolor.

- Cześć, jestem Ewa – obie przerwały pogaduszki, wstały i podeszły, aby się przywitać.

- Justyna – niska blondynka wypowiedziała swoje imię, po czym przeszła do głośnego i kłopotliwego dla Ewy śmiechu.

- Jestem Renata – rzekła druga dziewczyna, która była wyższa i miała krótko przycięte brązowe włosy. – Nie przejmuj się Justyną, masz po prostu minę jakbyś wpadła na tajną naradę zielonych ufoludków – powiedziała, po czym zwróciła się do Justyny z powstrzymywanym śmiechem. – Uspokój się , bo nam koleżankę peszysz.

- Dobra – dziewczyna próbowała złapać oddech, wycierając łzy z oczu. – Będziesz spała pod oknem, a toaletę mamy na tym piętrze w prawo za schodami.

- Dzięki za info – Ewa usiadła na łóżku czując się jakby przeszkadzała lokatorkom. Na szczęście jej ponure myśli rozwiał dzwonek.

- Czas na obiad! Pewnie jesteś głodna po tym okropnym jedzeniu w szpitalu? – spytała Renata.

- Jakoś to przeżyłam – odpowiedziała Ewa, po czym w trójkę udały się na stołówkę na parterze.
Na pierwszy rzut oka stołówka wyglądała na tumult ludzi walczących o wolne miejsca. Na szczęście nie czuła się całkiem wyobcowana. Podążając za lokatorkami z pokoju trafiła do stolika pod tablicą z jadłospisem.

- Przy posiłkach jesteśmy podzieleni na grupy ze względu na wiek i płeć – niemalże krzyknęła Renata, aby Ewa mogła ją usłyszeć w ogólnym chaosie. – Normalnie jest tu duży spokój, ale dzieciaki podniecają się na myśl o wypadzie do kina. Swoją radość oczywiście okazują w sposób dość nieprzyjemny dla otoczenia, chociaż im samym nie bardzo to przeszkadza.

- Ogórkowa na pierwsze i naleśniki z twarogiem na drugie – Justyna poinformowała koleżanki. – Lubisz Ewa?

- Nie wiem – na pytające spojrzenia dodała – Później wam wyjaśnię.

południe

- Jesteśmy na miejscu – powiedziała Eliza parkując auto przed budynkiem. – Dobrze się czujesz?
- Wszystko w porządku – odpowiedziała Ewa próbując opanować zawroty głowy. Wysiadły i skierowały się w stronę ośrodka. Gdy weszły dziewczyna spostrzegła kilka niepewnych spojrzeń ze strony dzieci.
- Cześć maluchy! – w tym momencie Elizę otoczył wianuszek wtulających się maluchów.
- Wy tak zawsze? – zapytała zaskoczona Ewa.
- One są spragnione miłości, a ja staram się nadrabiać te zaległości jak mogę najlepiej.
- Spoko, to wy się tu poprzytulajcie tylko gdzie jest toaleta? – zapytała próbując się wyrwać z tej dziwnej sytuacji.
- Zaprowadzę cię – nieśmiało powiedziała dziewczynka, która wcześniej stała z boku przyglądając się jej. Miała rude włosy zaplecione w dwa warkoczyki, nos był pokryty garścią biegów, całości dopełniały rumiane policzki. Ubrana była w zielona sukienkę w maki.
- Dziękuje ci, jestem Ewa.
- Mów mi Zuza – odrzekła z werwą. – Będziesz miała pokój z Justą i Renią. Dziewczyny doszły do pomieszczenia na końcu korytarza. – To tu! – Ewa została sama myśląc o nowej rzeczywistości. Zrozumiała, że była bardzo egoistyczna narzekając na swój los. Nie chciała stać się nagle świętą, ale mogła się domyślić tego, co te dzieciaki przeszły.
Ja przynajmniej nie mam bagażu złych doświadczeń. Wszystko co było pozostało za mną. Oprócz Piotra… – dziewczyna na wspomnienie o nim chciała móc zatopić się w marzeniach, ale wiedziała, że kiedyś będzie musiała stąd wyjść. – Im szybciej to zrobię tym lepiej dla mnie.
Wyszła z łazienki gotowa na wszystko. Uważała się za silną i to ją napawało optymizmem. Idąc korytarzem rozglądała się po obrazkach tworzonych niezdarną ręką.
Niby zwykłe bazgroły, ale jednak ładniejsze od pustych ścian.
- Głodna jesteś? – spytał blondynek wyglądający na około dziesięciolatka, trzymał w rece talerz z kanapkami.
- Nie, dziękuję. Poczekam do obiadu.
- Spoko, jestem Tomek – skinął głową, po czym umknął z przekąską do świetlicy, jak głosił napis na drzwiach obok.

- Jesteśmy na miejscu – powiedziała Eliza parkując auto przed budynkiem. – Dobrze się czujesz?

- Wszystko w porządku – odpowiedziała Ewa próbując opanować zawroty głowy. Wysiadły i skierowały się w stronę ośrodka. Gdy weszły dziewczyna spostrzegła kilka niepewnych spojrzeń ze strony dzieci.

- Cześć maluchy! – w tym momencie Elizę otoczył wianuszek wtulających się dzieci.

- Wy tak zawsze? – zapytała zaskoczona Ewa.

- One są spragnione miłości, a ja staram się nadrabiać te zaległości jak mogę najlepiej.

- Spoko, to wy się tu poprzytulajcie tylko gdzie jest toaleta? – zapytała próbując się wyrwać z tej dziwnej sytuacji.

- Zaprowadzę cię – nieśmiało powiedziała dziewczynka, która wcześniej stała z boku przyglądając się jej. Miała rude włosy zaplecione w dwa warkoczyki, nos był pokryty garścią biegów, całości dopełniały rumiane policzki. Ubrana była w zielona sukienkę w maki.

- Dziękuje ci, jestem Ewa.

- Mów mi Zuza – odrzekła z werwą. – Będziesz miała pokój z Justą i Renią. Dziewczyny doszły do pomieszczenia na końcu korytarza. – To tu! – Ewa została sama myśląc o nowej rzeczywistości. Zrozumiała, że była bardzo egoistyczna narzekając na swój los. Nie chciała stać się nagle świętą, ale mogła się domyślić tego, co te dzieciaki przeszły.

Ja przynajmniej nie mam bagażu złych doświadczeń. Wszystko co było pozostało za mną. Oprócz Piotra… – dziewczyna na wspomnienie o nim chciała móc zatopić się w marzeniach, ale wiedziała, że kiedyś będzie musiała stąd wyjść. – Im szybciej to zrobię tym lepiej dla mnie.Wyszła z łazienki gotowa na wszystko. Uważała się za silną i to ją napawało optymizmem. Idąc korytarzem rozglądała się po obrazkach tworzonych niezdarną ręką.

Niby zwykłe bazgroły, ale jednak ładniejsze od pustych ścian.

- Głodna jesteś? – spytał blondynek wyglądający na około dziesięciolatka, trzymał w ręce talerz z kanapkami.

- Nie, dziękuję. Poczekam do obiadu.

- Spoko, jestem Tomek – skinął głową, po czym umknął z przekąską do świetlicy, jak głosił napis na drzwiach obok.

8 – przedpoł.

Czekając na pracownicę Domu Dziecka bardzo się denerwowała, aby to ukryć stukała palcami o blat świetlicowego stolika. Lada moment obca kobieta miała zabrać ją do nieznanego miejsca. Ewa czuła się bardzo źle: kręciło jej się w głowie, żołądek urządzał wycieczki podchodząc do gardła, a serca chciało się wydostać waląc głośno w płuca. Oczywiście nie obyło się bez spoconych dłoni. Bała się wstać, bo nogi miała jak z waty. Próbowała myśleć pozytywnie, ale strach ją obezwładniał. Nieznane… czaiło się za kolejnym zakrętem w jej życiu.
Pozornie jest tyle ścieżek i możliwości, w rzeczywistości odbierają wszystkie szanse na wybór. Po co jest wolna wola jeśli nie mogę zaprotestować?! Mój bunt nic by tu nie zdziałał, moje przeznaczenie to poddać się bez walki… No właśnie, bez walki która i tak skończyłaby się klęską. Niby dokąd mogłabym pójść jeśli nie z tą kobietą?
Rozmyślania dziewczyny przerwał obcy stukot obcasów na korytarzu. Przed jej oczami pojawiła się wizja wymalowanej blondi w czerwonej garsonce i czarnej wąskiej spódnicy. Liczyła na jeszcze kilka sekund spokoju zanim kobieta dojdzie tutaj kołysząc biodrami. Nie pomyliła się, chwilę potem zza zakrętu wyłoniła się średniego wzrostu, szczupła brunetka. Brunetka? Spodziewałam się raczej wytapetowanej laluni z długimi tipsami…
- Cześć Ewo – kobieta ubrana w długą i zwiewną sukienkę koloru jasnego łososia zaskoczyła dziewczynę promiennym uśmiechem, który wyglądał na szczery. Odwzajemniła uścisk widząc wyciągniętą dłoń. – Jestem Eliza – widząc jej zdezorientowane spojrzenie dokończyła: – Jeśli masz ochotę możesz mi mówić po imieniu – Ewa niepewnie kiwnęła głową, po czym dalej mierzyła wzrokiem kobietę. Sukienkę przykrywała czarna kurtka ze skóry, a całości dopełniały ciemne szpilki. – To jak gotowa? Na dole stoi mój samochód, do ośrodka jest kilkanaście kilometrów.
- Będą korki?
- Raczej nie powinno być ich o tej porze – Eliza zerknęła na tarczę zegarka na lewym przegubie. – Tak, dochodzi 11 – dziewczyna chwyciła walizkę i obie skierowały się do wyjścia. Ewa wolała uniknąć natrętnych spojrzeń dzieci i opuściła głowę udając nagłe zainteresowanie sznurówkami swoich tenisówek.
- Nie denerwuj się tak – kobieta uścisnęła ją serdecznie w ramię. – W ośrodku większość osób jest niewiele młodsza od ciebie i na pewno znajdziesz towarzystwo – widząc jej niepewną minę dodała: – Pamiętaj o tym, że zawsze możesz ze mną porozmawiać – doszły już na parking, Ewa zobaczyła sporo samochodów, a Eliza szła do przodu. Minęła już ponad połowę, gdy nastolatka zobaczyła czarnego opla.
Niemożliwe, że to to samo auto – pomyślała szybko. Ku jej jeszcze większemu zdziwieniu kobieta otworzyła bagażnik tego samochodu pokazując, aby dziewczyna włożyła tam swoją walizkę. Z bliska pojazd wydawał się w lepszym stanie. Był wyczyszczony i nie pokrywała go warstwa brudu z kurzem.
- To… – Ewie zabrakło słów. – To twój samochód?
- Tak. Skąd to zdziwienie?
- Nie, po prostu takim samym samochodem odjeżdżał mężczyzna, który rozmawiał z lekarzem o mnie – do dziewczyny powróciła fala wspomnień.
Przecież to był facet, który nawiedzał mnie w snach! – Ewie zakręciło się w głowie. Poczuła, że zaraz zemdleje, usiadła na krawężniku i pochyliła głowę między kolana.
- Wszystko w porządku? – zmartwiona Eliza przykucnęła przy niej. – Wiem o kim mówisz.
- Naprawdę? – dziewczyna podniosła głowę, aby móc na nią spojrzeć. – Już mi lepiej, ale ty musisz mi powiedzieć: kto to? Kim on jest?
- To mój przyjaciel…
- Chłopak? – Ewa jej przerwała. – Nazywaj rzeczy po imieniu.
- Nie, to naprawdę tylko przyjaciel. Pożyczałam mu czasem auto, wsiądź do środka to opowiem ci resztę.
Gdy wyjeżdżały na ulicę Eliza kontynuowała: – Jest kurierem. Po za tym miałam przyjść na rozmowę z twoim lekarzem, ale nie mogłam. Poprosiłam go o pomoc.
- Jak ma na imię? – spytała w tej samej sekundzie żałując, że przerwała ciszę. Czaiło się w niej coś tajemniczego i na swój sposób intymnego.
- Adam – pozostałą drogę przemilczały.

Czekając na pracownicę Domu Dziecka bardzo się denerwowała, aby to ukryć stukała palcami o blat świetlicowego stolika. Lada moment obca kobieta miała zabrać ją do nieznanego miejsca. Ewa czuła się bardzo źle: kręciło jej się w głowie, żołądek urządzał wycieczki podchodząc do gardła, a serca chciało się wydostać waląc głośno w płuca. Oczywiście nie obyło się bez spoconych dłoni. Bała się wstać, bo nogi miała jak z waty. Próbowała myśleć pozytywnie, ale strach ją obezwładniał. Nieznane… czaiło się za kolejnym zakrętem w jej życiu.

Pozornie jest tyle ścieżek i możliwości, w rzeczywistości odbierają wszystkie szanse na wybór. Po co jest wolna wola jeśli nie mogę zaprotestować?! Mój bunt nic by tu nie zdziałał, moje przeznaczenie to poddać się bez walki… No właśnie, bez walki która i tak skończyłaby się klęską. Niby dokąd mogłabym pójść jeśli nie z tą kobietą?

Rozmyślania dziewczyny przerwał obcy stukot obcasów na korytarzu. Przed jej oczami pojawiła się wizja wymalowanej blondi w czerwonej garsonce i czarnej wąskiej spódnicy. Liczyła na jeszcze kilka sekund spokoju zanim kobieta dojdzie tutaj kołysząc biodrami. Nie pomyliła się, chwilę potem zza zakrętu wyłoniła się średniego wzrostu, szczupła brunetka. Brunetka? Spodziewałam się raczej wytapetowanej laluni z długimi tipsami…

- Cześć Ewo – kobieta ubrana w długą i zwiewną sukienkę koloru jasnego łososia zaskoczyła dziewczynę promiennym uśmiechem, który wyglądał na szczery. Odwzajemniła uścisk widząc wyciągniętą dłoń. - Jestem Eliza – widząc jej zdezorientowane spojrzenie dokończyła: – Jeśli masz ochotę możesz mi mówić po imieniu – Ewa niepewnie kiwnęła głową, po czym dalej mierzyła wzrokiem kobietę. Sukienkę przykrywała czarna kurtka ze skóry, a całości dopełniały ciemne szpilki. – To jak gotowa? Na dole stoi mój samochód, do ośrodka jest kilkanaście kilometrów.

- Będą korki?

- Raczej nie powinno być ich o tej porze – Eliza zerknęła na tarczę zegarka na lewym przegubie. – Tak, dochodzi 11 – dziewczyna chwyciła walizkę i obie skierowały się do wyjścia. Ewa wolała uniknąć natrętnych spojrzeń dzieci i opuściła głowę udając nagłe zainteresowanie sznurówkami swoich tenisówek.

- Nie denerwuj się tak – kobieta uścisnęła ją serdecznie w ramię. – W ośrodku jest kilka osób w twoim wieku i na pewno znajdziesz towarzystwo – widząc jej niepewną minę dodała: – Pamiętaj o tym, że zawsze możesz ze mną porozmawiać – doszły już na parking, Ewa zobaczyła sporo samochodów, a Eliza szła do przodu. Minęła już ponad połowę, gdy nastolatka zobaczyła czarnego opla.

Niemożliwe, że to to samo auto – pomyślała szybko. Ku jej jeszcze większemu zdziwieniu kobieta otworzyła bagażnik tego samochodu pokazując, aby dziewczyna włożyła tam swoją walizkę. Z bliska pojazd wydawał się w lepszym stanie. Był wyczyszczony i nie pokrywała go warstwa brudu z kurzem.

- To… – Ewie zabrakło słów. – To twój samochód?

- Tak. Skąd to zdziwienie?

- Nie, po prostu takim samym samochodem odjeżdżał mężczyzna, który rozmawiał z lekarzem o mnie – do dziewczyny powróciła fala wspomnień.

Przecież to był facet, który nawiedzał mnie w snach! – Ewie zakręciło się w głowie. Poczuła, że zaraz zemdleje, usiadła na krawężniku i pochyliła głowę między kolana.

- Wszystko w porządku? – zmartwiona Eliza przykucnęła przy niej. – Wiem o kim mówisz.

- Naprawdę? – dziewczyna podniosła głowę, aby móc na nią spojrzeć. – Już mi lepiej, ale ty musisz mi powiedzieć kto to? Kim on jest?

- To mój przyjaciel…

- Chłopak? – Ewa jej przerwała. – Nazywaj rzeczy po imieniu.

- Nie, to naprawdę tylko przyjaciel. Pożyczałam mu czasem auto, wsiądź do środka to opowiem ci resztę.

Gdy wyjeżdżały na ulicę Eliza kontynuowała: – Jest kurierem. Po za tym miałam przyjść na rozmowę z twoim lekarzem, ale nie mogłam. Poprosiłam go o pomoc.

- Jak ma na imię? – spytała w tej samej sekundzie żałując, że przerwała ciszę. Czaiło się w niej coś tajemniczego i na swój sposób intymnego.

- Adam – pozostałą drogę przemilczały.